
Chińskie marki motoryzacyjne dokonały olbrzymich postępów. Trzeba uczciwie przyznać, że jakość ich wykonania, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie odbiega w jakiś istotny sposób od tego, co prezentują sobą modele europejskich koncernów – przynajmniej te budżetowe. Gdy dodamy do tego super atrakcyjne ceny, całkiem atrakcyjny design i rewelacyjne warunki gwarancji, to zakup „chińczyka” musi wydać się bardzo kuszącą opcją. Gdzie jest haczyk? Tego oczywiście dziś nie wiemy, choć można wskazać na kilka czynników ryzyka, które należy wziąć pod uwagę przed pójściem do salonu chińskiej marki.
To pierwsza lampka alarmowa, która powinna się zapalić w głowie potencjalnemu nabywcy „chińczyka”. Niska cena w salonie ma bezpośrednie przełożenie na szybki spadek wartości pojazdu, który w ciągu pierwszych 2-3 lat może sięgnąć nawet 50%! To znacznie więcej niż w przypadku uznanych marek europejskich (nawet budżetowej Dacii).
Choć chińskie marki motoryzacyjne zadomowiły się już na naszym rynku, to nadal nie budzą ani zaufania, ani specjalnie pozytywnych odczuć. Bywają wręcz wyszydzane – nie ważne, czy słusznie, czy też nie. Z punktu widzenia nabywcy takiego samochodu kluczowe jest to, czy będzie mógł w przyszłości bez problemu sprzedać auto na rynku wtórnym. Na ten moment wieszczymy, że nie będzie to takie łatwe i bez solidnego obniżenia ceny się nie obejdzie.
Ubezpieczyciele nie patrzą na „chińczyki” zbyt łaskawym okiem. Oferty polis OC, a zwłaszcza AC, nie są zbyt atrakcyjne, co wynika z prostej kalkulacji: w ocenie ubezpieczycieli koszty napraw samochodów egzotycznych marek mogą być horrendalne, a kierowcy muszą pokryć to ryzyko z własnej kieszeni.
Na dziś trudno wyrokować, choć dociera do nas coraz więcej sygnałów, że nie jest z tym różowo. Trzeba się liczyć z tym, że w razie kolizji czy poważnej usterki mechanicznej, czas naprawy samochodu chińskiej marki będzie znacząco wydłużony – zwłaszcza, że obecnie nie ma niezależnych warsztatów specjalizujących się w obsłudze tych aut, a rynek części zamiennych praktycznie nie istnieje.