
Zakup używanego samochodu zawsze wiąże się z ryzykiem, które można istotnie zniwelować inwestując w dokładne sprawdzenie auta. Wielu nabywców ogranicza się tylko do wizyty na stacji diagnostycznej, co nie zawsze jest wystarczające. Dlaczego? Tego już dowiesz się z naszego poradnika.
Badanie diagnostyczne w gruncie rzeczy ogranicza się do kontroli podwozia i nadwozia pojazdu. Doświadczony diagnosta może zauważyć ślady napraw blacharskich, usterki zawieszenia, zły stan układu hamulcowego, opon czy ogniska korozji, natomiast to nadal nie jest kompleksowy przegląd przedzakupowy. Wychwycone wady mogą być podstawą do negocjowania ceny, jednak nie zawsze determinują, czy warto kupić dany pojazd, czy lepiej poszukać czegoś innego.
Szczególnie dotyczy to rzadszych modeli i marek motoryzacyjnych, które goszczą na stacjach diagnostycznych okazjonalnie. Diagnosta nie wie zatem, jakie są bolączki tego modelu, przez co może przeoczyć jakieś istotne wady generujące wysokie koszty napraw w przyszłości.
Diagnosta nie skontroluje stanu silnika czy skrzyni biegów, bo po prostu nie ma do tego odpowiednich narzędzi. Nie licz na to, że przegląd na stacji diagnostycznej obejmie wnikliwą analizę pracy jednostki napędowej wraz z badaniem endoskopowym np. gładzi cylindrów. Diagnosta może oczywiście zwrócić uwagę na wycieki czy nadmierne dymienie, ale to stanowczo za mało, aby wydać rzetelną opinię na temat faktycznego stanu auta.
Koszt badania diagnostycznego przed zakupem używanego pojazdu wynosi od około 50 do 100 zł. To niewielka kwota, dlatego trudno oczekiwać, że diagnosta mocno przyłoży się do swojej pracy. Jego zadaniem jest wyłącznie upewnienie się, czy auto nie stwarza zagrożenia na drodze, co wcale nie jest równoznaczne z tym, że warto je kupić.
Jeśli więc chcesz mocno ograniczyć ryzyko zakupu bubla, to lepiej zainwestuj w porządny przegląd w autoryzowanym lub niezależnym warsztacie specjalizującym się w naprawach samochodów danej marki.